PRZEKLEŃSTWO BYCIA MIŁYM

PRZEKLEŃSTWO BYCIA MIŁYM

Ostatnimi czasy miałam przyjemność przeczytać książkę, czy też poradnik terapeutyczny, Jacqui Marson „Przekleństwo bycia miłym”. Kilka zdań o autorce: widzowie BBC mogą kojarzyć  Jacqui, która często gości w programach jako ekspert z zakresu psychologii. Prowadzi też swoją własną klinikę i to właśnie na postawie doświadczeń tam nabytych i historii terapii swoich pacjentów napisała książkę, aby rzucić trochę światła na przekleństwo bycia miłym.

Na pierwszy rzut oka tytuł książki może się wydawać kiepskim żartem. No bo jak: przekleństwo bycia miłym? Przecież wszyscy uwielbiamy miłych ludzi. Takie osoby zawsze pomogą i to jeszcze z uśmiechem na ustach, nie wytkną Ci błędów i nie skrytykują, a już tym bardziej nie okrzyczą.  Często jednak takie osoby poświęcają swoje własne cele i nawet zdrowie, by nieustannie spełniać oczekiwania innych a słowa „nie” używają tylko w stwierdzeniu „nie ma problemu”.

Przekleństwo bycia miłym – moja walka

Mimo, że dla wielu jestem kompletnym przeciwieństwem osoby miłej, w przeszłości to właśnie z asertywnością miałam poważny problem.  Były takie dni, kiedy padałam z nóg i jedyne o czym marzyłam to łóżko i sen, a mimo to spełniałam prośby i oczekiwania znajomych i współpracowników.  Zdarzały się wiadomości od znajomych o pierwszej w nocy: „chcesz porozmawiać o…?”. Nie miałam na to najmniejszej ochoty ale czy odmówiłam? Oczywiście, że nie. Kolejnym grzechem były niemożliwe do spełnienia deadliny, które sama sobie ustalałam i przez które często również miałam bezsenne noce. Wszystko po to, by przypadkiem współpracownicy nie pomyśleli, że mi nie zależy albo że się lenię. Na tym właśnie polega „przekleństwo” bycia miłym i z tym pomogła mi się uporać ta książka.

Czytelnik w trakcie lektury odnosi wrażenie uczestnictwa w prawdziwej sesji terapeutycznej. Pod koniec każdego z rozdziału autorka zamieściła ćwiczenia, dzięki którym poznajemy głębiej siebie i przyczyny bycia chorobliwie miłym. Znajdywanie ich jest trudnym zadaniem, ponieważ najczęściej wywodzą się z naszego dzieciństwa i sposobu wychowywania przez rodziców. Często powodem okazuje się dziecięcy strach przed karą. To, że w życiu dorosłym dalej się tego boimy, wydaje się śmieszne.  Przecież jeżeli odmówimy koleżance pomocy w wyborze sukienki nie dostaniemy klapsa, a podświadomie właśnie tego się boimy.

Uwarunkowania klątwy

Za młodu bardzo łatwo uczymy się pewnych schematów. Pozwalają nam one przeżyć, kiedy jeszcze nie do końca możemy kontrolować własne życie i jesteśmy zależni od rodziców. Jednym z takich wyuczonych zachowań jest właśnie wykonywanie wszystkich poleceń i ciągłe spełnianie próśb innych ludzi. Będąc jeszcze małymi brzdącami taka jest nasza rola, musimy spełniać oczekiwania i prośby rodziców, aby uniknąć kar, szlabanów i kłótni. Będąc jednak już w pełni decydującymi o sobie dorosłymi, powinniśmy pracować nad odrzuceniem takich schematów.

Stosunek rówieśników w okresie dojrzewania ma również ogromne znaczenie. Jacqui opisuje w książce przypadki dwóch kobiet. Sary, która jako nastolatka była „grubą koleżanką” jednej z najpiękniejszych dziewczyn w szkole. Większość chłopaków rozmawiało z nią, aby poznać jej przyjaciółkę. Sara uznała, że skoro nie może być  równać się z nią wyglądem, zostanie kompanem do picia dla znajomych i robiła wszystko, aby się im przypodobać. Jej niska samoocena z czasów dojrzewania została do teraz. Sprawiła, że trzydziestoletnia Sara blokowała swoje życie, próbując schudnąć i ograniczyć alkohol, niszczyła też każdą szansę na związek.

Historia Eli również bazuje na przykrych przeżyciach z okresu dojrzewania. Często musiała ona zmieniać szkołę ze względu na rodziców, przez co wykształciła schemat działania, który pozwalał jej na przetrwanie w nowym środowisku szkolnym. Postanowiła się wtopić w tłum, stać się klonem innych i oczywiście być dla wszystkich miła, nie odmawiać i nie wychylać się przed szereg. Tak samo postępowała w dorosłym życiu. Stała się osobą w całości zależną od opinii innych, co kompletnie ją wyczerpywało.

Najczęstsze symptomy

Przekleństwo bycia miłym dotyka większości ludzi, ale w różnym stopniu. Odpowiedzcie sobie na pytanie: ile razy sami wstrzymywaliście potrzebę pójścia do toalety w czasie jakiegoś spotkania, czy też mieliście opory przed odwołaniem umówionego spotkania, mimo że byliście wykończeni? Często nie zauważamy tych małych sygnałów „klątwy”. Warto czasem zrobić rachunek sumienia i podsumować ile czasu poświęcamy na realizację własnych celów, ile na przyjemności a ile na spełnianie próśb innych. Ważne jest też powód i motywacja tych działań.

Wszystkim, którzy już wiedzą, że mają problem z asertywnością polecam książkę Jacqui Marson „Przekleństwo bycia miłym”. Autorka zamieściła w niej nie tylko historie swoich pacjentów, ale także opisuje swój przypadek, dzięki czemu książka staje się bardziej autentyczna. Można w niej również znaleźć przeróżne sposoby i techniki pomagające nauczyć się mówić nie i być miłym nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie.

Olga Grudniak

Wicedyrektor naukowa w Projekcie TPDT oraz Project Manager w Projekcie Aurora. Specjalizuje się w biotechnologii oraz zarządzaniu projektami badawczo-rozwojowymi.

Dodaj komentarz

Close Menu